KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 181 (12.12.2006)

Temat Kuriera Wypadek na cmentarzu i jego konsekwencje

Ksiądz postraszył amboną, to podpisałem...

Jan Gajda spadł z roweru na cmentarnej alejce. Wypadek spowodował poważne obrażenia. Starszy pan nie może pogodzić się z tym, jak został po wypadku potraktowany przez administratora cmentarza. W sprawę zaangażował się proboszcz, a rodzina poszkodowanego obwinia go o działanie w interesie przedsiębiorcy. 
Pod koniec października Jan Gajda (74 lata) jechał na rowerze uliczką cmentarną. Nie zauważył dziury, w którą wpadło koło i przewrócił się. Osoby będące w tym czasie w pobliżu udzieliły mu pierwszej pomocy i wezwały pogotowie ratunkowe, które zawiozło go do szpitala. Czwartego dnia pobytu w szpitalu powiatowym okazało się, że wskazana jest konsultacja w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. Prześwietlenie wykazało, że 'na zdjęciu przeglądu czaszki widoczne złamanie w okolicy połączenia jarzmowo-szczękowego po stronie prawej z przemieszczeniem'. W trakcie hospitalizacji opatrzono rany twarzy, a chorego poddano obserwacji i zakwalifikowano do zabiegu wykonanego parę dni później.
Konsekwencją takiego biegu rzeczy było zwrócenie się o odszkodowanie do administratora cmentarza, Zakładu Pogrzebowego 'Matuszek'. - Parafia pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz administrator cmentarza odpowiedzialny za porządek, nie kwestionowali przyczyn i tego, że to po ich stronie leży wina całego nieszczęścia - mówi Piotr Gajda, syn poszkodowanego. - Na początku listopada zadzwoniłem w imieniu poszkodowanego do zakładu pogrzebowego z informacją, że wyżej opisane zdarzenie miało miejsce i że poszkodowany spodziewa się odszkodowania i zadośćuczynienia. Chciałem rozmawiać z radcą prawnym firmy lub z właścicielem. Od pracownicy dowiedziałem się, że właściciel jest poza biurem. Kolejny raz zadzwoniłem do firmy następnego dnia. W rozmowie z właścicielem przedstawiłem ponownie całe zdarzenie oraz wstępną, szacunkową kwotę roszczeń. - opowiada Gajda. - Stwierdziłem, że nie jestem w gorącej wodzie kąpany i nie polecę od razu do sądu i chętnie zawrę ugodę. Pan Matuszek twierdził, że ta „niby dziura” to wcale nie jest wielka, ot, taka nierówność chodniczka. Jeszcze tego samego dnia wieczorem wysłał pracowników, by „załatali” wyrwę w nawierzchni alejki na cmentarzu - relacjonuje. Byliśmy w miejscu zdarzenia. Rzeczywiście, dziura została załatana. Jednak kostki brukowe wystają ponad chodnik, co może być przyczyną potknięcia i - w konsekwencji - podobnego wypadku.
- Poinformowałem pana Matuszka, że posiadam zdjęcia miejsca wypadku i mogę mu je e-mailem wysłać. W tym momencie rozmowa na temat dziury się urwała. Uznając swoją winę za bezsporną, kwestionował jedynie wysokość naszych żądań. Kwotę żądanych 12.000 złotych oszacowałem, biorąc pod uwagę koszty przejazdów do szpitali i poradni, leków, środków opatrunkowych, niecodziennego sposobu odżywiania znacznie droższego od normalnego, leczenia stomatologicznego. Wchodziło w to także zadośćuczynienie za ból i cierpienie, które trudno wycenić. Pan Matuszek twierdził, przytaczając przykład rzekomo podobnego wypadku, że poszkodowanej ubezpieczyciel przyznał 2.000 złotych odszkodowania. Kończąc rozmowę P. Matuszek zapewnił mnie, że przemyśli sprawę i zasięgnie porady prawnej, co do formalnego rozwiązania i że do mnie oddzwoni. Tak się jednak nie stało. Nie przedstawił rzetelnej propozycji ze swojej strony. Nie podjął negocjacji wysokości odszkodowania i zadośćuczynienia jakie miałby wypłacić. Rozpoczął jedynie szukanie sposobów nacisku na ojca, aby ten zgodził się na niską kwotę odszkodowania i nie wnosił sprawy do sądu - kontynuuje relację Piotr Gajda.Jakież było zdziwienie państwa Gajda, kiedy do ich domu w tej sprawie zadzwonił ks. Andrzej Kałuża, proboszcz parafii pw. Wniebowstąpienia N.M.P. Poinformował, że jest u niego przedsiębiorca pogrzebowy i chce rozmawiać z poszkodowanym. Jego żona, która odebrała telefon, stwierdziła, że męża nie ma w domu, ale sprawą zajmuje się jej syn i z nim należy się kontaktować. Według niej proboszcz wtedy wykrzyczał do słuchawki: „(...) tak nie może być!” i rozłączył się. 15 listopada znów zadzwonił proboszcz, prosząc o rozmowę z poszkodowanym. I ponownie go nie zastał, gdyż Jan Gajda był wtedy u dentysty. Kiedy wrócił do domu, oddzwonił do księdza, a ten poprosił go na plebanię.
- I to pierwsze co mnie uderzyło. Wzywanie 74-letniego, nie w pełni wyleczonego poszkodowanego do siebie i ustawienie jak poborowego przed obliczem dwóch Jaśnie Wielmożnych?! - denerwuje się syn poszkodowanego.
Tego dnia na plebani Jan Gajda podpisał oświadczenie napisane przez proboszcza: 'otrzymałem 2000 zł jako zadośćuczynienie za poniesiony uraz (...) Nie będę rościł praw do dalszych odszkodowań'.
- Argumentacja ich stanowiska była zatrważająca, ale skuteczna. Tak wystraszyli ojca, że ten - będąc człowiekiem spokojnym i bojąc się wstydu podpisał oświadczenie i przyjął pieniądze. Dygocąc z nerwów i czując się jak skopany kundelek przyszedł do domu... - relacjonuje Piotr Gajda
- To nieprawda - sprzeciwia się ks. Kałuża - Rozstaliśmy się w bardzo miłej i przyjaznej atmosferze. Co takiego się wydarzyło na plebani, przybliża Gajda senior:
- Powiedzieli mi wtedy tak: „Jeżeli będzie się pan upierał przy wyższej kwocie odszkodowania to trzeba będzie w niedzielę w ogłoszeniach parafialnych powiedzieć parafianom, że z powodu konieczności wypłacenia panu Gajdzie odszkodowania za wypadek na cmentarzu, pan Matuszek musi podnieć wysokość opłat, za przydzielenie miejsca na grób do wysokości trzystu złotych”. No to przestraszyłem się i podpisałem - mówi Jan Gajda.
- To powiedział Matuszek, nie ja, więc proszę się z nim kontaktować. On zapytał tylko jak na podwyżki zareagują parafianie. Pan Gajda podpisał wszystko dobrowolnie, nikt go do tego nie zmuszał - stwierdza proboszcz Kałuża.- Ja nie bylem zdenerwowany, ale po prostu wystraszony - mówi Jan Gajda.Syn poszkodowanego nie ukrywa wzburzenia: - Mnie się to kojarzy ze sceną z jednego pokoju w hotelu sejmowym, w którym - jak cała Polska widziała - proponowano zapłacić za czyjeś weksle sejmowymi czyli publicznymi pieniędzmi. To przecież tak samo jakby dowolna gmina, będąca właścicielem posesji, na której przechodzień skręcił nogę na oblodzonym chodniku - czyli wina zaniedbania przez gminę bezsporna - zakomunikowała mieszkańcom, że z powodu konieczności wypłacenia odszkodowania podnosi podatek gruntowy i czynsze za mieszkania - porównuje Piotr Gajda.Kiedy poszkodowany wrócił do domu z oświadczeniem, jego syn zadzwonił do proboszcza, przedstawił się i powiedział, że nie przypuszczał, że osoba duchowna jest w stanie posunąć się do czegoś takiego. Na to - jak relacjonuje - ksiądz odpowiedział, że nie będzie z nim rozmawiać i odłożył słuchawkę.- Ależ to nie prawda. Z panem Gajdą rozstaliśmy się w miłej atmosferze i to pewnie syn wpłynął na niego, by nagłośnić całą sprawę. Piotr Gajda wobec mnie też się niekulturalnie zachowywał - broni się ks. Kałuża.Próbowaliśmy porozmawiać na ten temat z Rudolfem Matuszkiem. Niestety do czasu zamknięcia numeru, mimo wielokrotnych prób, nie udało nam się z nim skontaktować.
- Poinformowałem pana Matuszka, że nagłośnię tę sprawę w prasie - mówi Piotr Gajda.
- Z nostalgią wspominam czasy, kiedy proboszczem był ks. Dusza. To naprawdę był dobry człowiek... Kiedyś księża byli z ludźmi, teraz są z tymi, którzy mają pieniądze. - mówi powracający do zdrowia pan Jan. Jak było naprawdę, wiedzą jedynie te trzy osoby, które znajdowały się w pomieszczeniu na plebani. Poszkodowany twierdzi, że jego rehabilitacja potrwa jeszcze przez kilka tygodni, a odszkodowanie, jakie zostało mu wypłacone, nie jest w stanie pokryć wydatków na dojazdy do Opola i zakup leków. Ksiądz obwinia winą za całe zamieszanie syna poszkodowanego. Właściciel zakładu pogrzebowego natomiast milczy... jak grób. - A to będzie o tym artykuł? Ja mam problemy z lokalnymi gazetami, bo one bardzo często piszą o mnie same kłamstwa - usłyszeliśmy na koniec od proboszcza.Jan Gajda wraz z rodziną dziękują wszystkim osobom, które feralnego dnia na cmentarzu parafialnym w Otmęcie udzieliły mu niezbędnej pomocy.
Grzegorz Podsiadło




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_9075> [04.12.2008 23:47:19]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.